Strona główna Stowarzyszenie Wydarzenia Skaryszew 2013

Skaryszew 2013

Skaryszew 2013Niedziela po południu. Pada śnieg, jest kilka stopni mrozu. Skaryszew, punkt kontrolny-brama nr 1. Jesteśmy na miejscu jako jedni z pierwszych. Rolnicy dopiero ustawiają się w kolejce do wjazdu na targ, który stanowi pole olbrzymie pole ubitej ziemi obok cmentarza na obrzeżach miasta.

Od razu rzucają się w oczy przypadki złego przewożenia zwierząt, brak dokumentów, sprzeczki rolników z policjantami oraz służbami porządkowymi. W międzyczasie dołączają przedstawiciele innych organizacji ochrony zwierząt. Mamy fory ponieważ na razie występujemy incognito. Wolontariusze fundacji Tara umundurowani w dobrze widoczne kamizelki natychmiast stają się obiektem agresji i ataków ze strony niektórych rolników oraz handlarzy. Część samochodów nie zostaje wpuszczona na targ. Sprzedawcy, których zwierzęta nie posiadają paszportów próbują przedostać się na plac targowy bocznymi uliczkami a nawet wprost przez pola. Większość tych prób skazana jest na niepowodzenie, gdyż wszędzie napotykają na blokady. Przedstawiciele organizacji obrony zwierząt obserwują pracę policji oraz lekarzy inspekcji weterynaryjnej. Dość często interweniują wskazując na zauważone nieprawidłowości, które umknęły uwadze oficjalnych służb. Niestety współpraca nie układa się zadowalająco. Inspektorzy Transportu Drogowego i Inspekcji Weterynaryjnej nie chcą słuchać uwag o zbyt pobieżnym sprawdzaniu dokumentów. Często jedynym efektem takich interwencji bywa eskalacja agresji ze strony sprzedawców i handlarzy. Gdyby nie obecność kilkudziesięciu policjantów z pewnością dochodziłoby do rękoczynów. Uderza brak jakiegokolwiek zaangażowania ze strony funkcjonariuszy Inspekcji Weterynaryjnej oraz Inspekcji Transportu Drogowego. Widać, że ci ludzie starają się tutaj tylko przetrwać i wrócić do domu.

Zapada noc. Mimo kilku silnych reflektorów zainstalowanych na placu jest raczej ciemno. Ciemno ale bynajmniej nie sennie. Od razu zaczyna się handel. Ciemność nie jest przeszkodą, gdyż kupujący z reguły nie lustrują stanu uzębienia, sierści i kopyt. Liczy się przede wszystkim waga - im większy i cięższy koń tym wyższa cena. Wiadomo, co to oznacza, chociaż wszyscy kupcy zgodnie twierdzą, że nie kupują zwierząt na mięso. No cóż, to już taka ludzka mentalność; niektórym wydaje się, że jeżeli o czymś się nie rozmawia to tego po prostu nie ma.

Negocjacje z reguły prowadzone są bardzo dyskretnie i nie jest wcale tak łatwo przeniknąć po jakich cenach są zawierane transakcje. W takich przypadkach nie afiszujemy się z tym, że mamy zamiar zakupić zwierzę z pobudek humanitarnych, gdyż sprzedający węsząc okazję natychmiast podbijają ceny. Szukamy zwierzęcia szczególnie poszkodowanego, w złym stanie ogólnym co niespodziewanie okazuje się nie lada wyzwaniem. Takich ledwie trzymających się na nogach koni, których w poprzednich latach było multum, teraz prawie nie ma. Z zadowoleniem konstatujemy, że to zasługa szeroko zakrojonej kampanii medialnej przed rozpoczęciem targów oraz po części znacznie aktywniejszej obecności Inspekcji Weterynaryjnej oraz Policji. Nie mamy jednak złudzeń, że te zwierzęta, które nie zostały przywiezione lub wpuszczone na targ tak czy inaczej zakończą życie w rzeźni. Mniejsza podaż to jednak zdecydowanie wyższe w tym roku ceny. Odbieramy to pozytywnie - może impreza w końcu przekształci się w ten sposób, że handel zdominuje obrót zwierzętami do celów użytkowych ? Optymiści mają nadzieję, że jej w ogóle w przyszłości nie będzie...

Udaje nam się czasami nawiązać kontakt i porozmawiać z nielicznymi osobami, próbujemy uświadomić im i wytłumaczyć, co czują te biedne zwierzęta. Czasem się to udaje ale najczęściej słyszymy wyzwiska i dochodzi do sprzeczek. Przerażenie budzi ogrom agresji zgromadzonej wokół nas w ciemności. Towarzyszy jej nieodłącznie sączący się wokół zapach alkoholu. To tak, jakby ta ciemność mówiła: "Było tak dobrze, po co żeście tu przyszli... teraz należałoby zacytować stek wyzwisk. Głębiej w tej ciemności nie sposób nie dostrzec przerażenia i strachu koni.

Godzina 5 rano, konie przygotowane do transportu śmierci. Łzy w oczach, przerażenie i ból, czujemy to, co one. Żadne z tych zwierząt nie zasługuje na tak tragiczną i okrutną śmierć. Niemoc, złość na Włochów. To co się tutaj dzieje przerasta nas wszystkich. Jesteśmy bezsilni.

Spośród wielu koni, które czekały na gehennę była ona - z paskudnie wyglądającą raną, kulejąca na lewą nogę. Była zmęczona. Zaczyna się próba wykupu, jest ciężko, bo przecież my chcemy ją uratować a ona miała iść na rzeź. Konflikt i próba podbijania ceny do granic absurdu. W końcu udaje nam się. Transakcja dobita. Jedno życie uratowane. Koszt wykupu wraz z transportem, kantarem i uwiązem to 5350 zł

Ma na imię Ramisa, ma 7 lat, mocno kuleje. Dlatego jej przeznaczeniem miała być rzeźnia. Czekamy na transport. W międzyczasie poszliśmy kupić kantar i uwiąz. Przytuliła się do nas, chyba zrozumiała, że jest już bezpieczna. Kiedy przyjechała przyczepka, Siwa bez oporu weszła do środka, dostała pić. O godzinie 10 wyruszyła w długą podróż do swojego nowego, szczęśliwego domu. Około godziny 16.30 dojechali na miejsce. Siwa od razu weszła do przygotowanego miejsca w stajni. Przed nią była spokojna noc. Czy miała świadomość, że mogła w tym momencie znajdować się w całkiem innym miejscu ?

Wracając słyszymy w radio, jak burmistrz Skaryszewa pan Ireneusz Kumięga przewrotnie składa wyrazy współczucia wszystkim członkom organizacji pozarządowym, którzy przyjechali w tym roku do Skaryszewa z nadzieją, że ujrzą horror. Uderzające samozadowolenie. To jednak dobrze, że dzięki zdecydowanym i konsekwentnym działaniom obrońców zwierząt, w tym roku impreza została nieco ucywilizowana i tego horroru było odrobinę mniej.

"Nasza" klacz już w tym czasie dotarła do stajni. Poniżej w galerii mogą Państwo zobaczyć ją także w momencie, kiedy rano została wypuszczona na wybieg. Siwa jest pod opieką Stowarzyszenia Benek z Szewc k/ Poznania. Będzie tam leczona, utrzymywana i jeśli się uda, przygotowywana do udziału w zajęciach terapeutycznych z niepełnosprawnymi dziećmi.

Przed stowarzyszeniem Benek wciąż pozostaje leczenie nogi Siwej, a przede wszystkim dotarcie do jej psychiki, tak aby mogła mieć kontakt z dziećmi. Pierwsze-chwilePrzed-drogaSiwa-na-wybiegu-1Siwa-na-wybiegu-2Siwa-na-wybiegu-3

Nie mamy złudzeń, że oto następuje koniec gehenny koni w Polsce. Handel tymi najbardziej poszkodowanymi, miejmy nadzieję, nie będzie już jednak tak często odbywał się w blasku reflektorów i przyzwolenia społecznego. To dobry krok w kierunku uznania konia za zwierzę towarzyszące i skreślenia go z listy gatunków rzeźnych. To mały, pierwszy krok ale jak mawiał Konfucjusz:
"Tysiąc milowa podróż zaczyna się od pierwszego kroku."

Serdecznie dziękujemy wszystkim ofiarodawcom,
których hojność pozwoliła uratować nam Siwą.

Patrycja Misiak (608 413 783)

POSTSCRIPTUM:

2013-02-24
Niemcy oskarżają: Polskie firmy sprzedają koninę.

Zdaniem niemieckich mediów polskie firmy sprzedawały koninę producentom konserw, udając, że to wołowina. Do niemieckich przedsiębiorstw miało trafić ponad 20 ton takiego sfałszowanego mięsa.

Polskie firmy są zamieszane w skandal z koniną - informuje niemiecki tygodnik "Der Spiegel". Tygodnik donosi, że problem dotyczy gulaszu sprzedawanego przez hipermarket Aldi, a produkowanego przez niemiecką firmę Dreistern Konserven. Mięso miało trafić do niej od polskiego dostawcy. Na trop wpadli kontrolerzy z Europejskiego Systemu Szybkiego Ostrzegania o Niebezpiecznej Żywności. Dreistern Konserven poinformowała w oświadczeniu, że końskie DNA zostało odkryte w mięsie wołowym. Firma zaznaczyła, że kupuje od swoich certyfikowanych dostawców już pokrojone mięso.

Tygodnik wspomina również, że kolejna polska firma dostarczyła niemieckiej firmie Vossko poprzez duńskiego pośrednika 20 ton mięsa. Mięso z koncernu Vossko trafiło do firmy Gusto, której makaron tortelloni zawierał koninę zamiast mięsa wołowego. Produkty zostały wycofane z sieci Lidl w Austrii i w Niemczech.

 


apetete.pl
Naszą witrynę przegląda teraz 113 gości 

zobacz także...