Strona główna Pomagają nam Oddział Zewnętrzny Aresztu Relacja zza krat

Relacja zza krat

 

Mam na imię Szymon, mam 35 lat, jestem zwykłym więźniem. Chcę Wam opowiedzieć cząstkę mojej historii związanej ze Schroniskiem dla Bezdomnych Zwierząt w Radomiu. Mój kierownik z "ozetu", Pan ppor. mgr Paweł Kiraga zaproponował mi, abym poszedł do nieodpłatnej pracy w schronisku.

Na początku byłem bardzo sceptycznie do tej propozycji nastawiony - no wiadomo; hałas, zapach. Pomyslałem, że to nie dla mnie. Ponieważ jednak innych propozycji nie było, więc wziąłem to, co mi proponowano. Pierwszego dnia, kiedy tam poszedłem, miałem wiele obaw. Bałem się przyjęcia mnie przez personel schroniska. No wiadomo, więzień, wytatuowany - bandyta. Bardzo się jednak pomyliłem. Spotkałem tam super ludzi, nie wywierających żadnej presji, nie negujących mojego wyglądu. Na początku szukałem i pytałem, czy jest jakiś Labrador - wówczas była to moja ulubiona rasa. Była tam piękna, czarna Labradorka - nazwałem ją "Czarna".

Znaleźli się dobrzy ludzie, którzy ją adoptowali. Kiedy się o tym dowiedziałem, to moimi pierwszymi słowami były:
- Szkoda, nie będzie się z kim bawić.
Po chwili jednak dotarło do mnie, że "Czarna" będzie miała dobrze; będzie miała swój kąt, zazna miłości i wiem, że ja odwzajemni po stokroć.

Dużo się słyszy i mówi o Amstaffach; że są groźne, agresywne, nie dla ludzi. Uważam, że one po prostu mają charakter. Postanowiłem je lepiej poznać. Tak je poznawałem, że sie w nich zakochałem. Amstaffy są inne, ludzie traktują je z góry, de facto mnie też i to mnie do nich zbliżyło. Bardzo się związałem z Amstaffem "Bruno". Biedny Bruno, katowany przez złych pijaczków, chcących na jego życiu zarobić na wódę. Dziadostwo ! Czy sprawiedliwość tych łotrów ukarze ? Czas to zweryfikuje...

Praca w schronisku sprawia mi dużo radości i satysfakcji. Kontakt z tymi zwierzętami, które są również w więzieniu, wywiera na mnie ogromny wpływ, wyzwalając we mnie pokłady siły, chęci i pomocy tym czworonożnym przyjaciołom. Pracując w schronie poznałem wielu wspaniałych ludzi, w szczególności Patrycję Misiak, dobrą kobietę, która walczy o to, aby te biedne zwierzaki miały dobry dom. Dziękuję !

Miałem przyjemność być na wystawie psów rasowych - za sprawą Patrycji, która udzieliła mi kredytu zaufania i zabrała mnie oraz mojego kolegę na to widowisko. Dzięki temu mogłem spędzić kilka godzin poza więzieniem. Szczególną uwagę zwracałem oczywiście na Amstaffy. Nie było ich dużo ale wystarczająco, abym mógł je podziwiać pod względem wyglądu i tresury. Dzięki moim "agresywnym" przyjaciołom urodziło się we mnie marzenie, aby dalsze moje życie było związane z nimi. Chcę pomagać ludziom zrozumieć te stworzenia i w jakimś stopniu wpłynąc na nich aby je chociaż tolerowali - nie koniecznie kochali. Żeby kochać zwierzaki, musimy najpierw sami siebie kochać. Przy tej okazji nie zapominajmy, że pies ze schroniska kocha bardziej.

Autor tej relacji odbywa karę pozbawienia wolności w Oddziale Zewnętrznym Aresztu Śledczego w Radomiu. Wyraził zgodę na jej publikację. Poniżej prezentujemy fotografie wykonane podczas pracy Szymona z psem:Amstaff-w-pozorowanym-atakuSzymon-i-BrunoZdobyty-aportZmaganie-o-aport

 

 

 


apetete.pl
Naszą witrynę przegląda teraz 41 gości 

zobacz także...