Strona główna Bruno

Bruno

Historia psa oszukanego przez los, który miał pecha do ludzi.


Przeczytajcie do końca. Chociaż przez chwilę pomyślcie o psach takich jak on, o tych, które były kochane i wypieszczone przez człowieka, których potem ten sam ukochany człowiek starał się pozbyć. Takie historie zwykle nie ogladają światła dziennego. Gdyby nie sprawność oraz refleks psa a potem zaangażowanie łańcuszka ludzi, tę historię także pokryłoby kilkadziesiąt centymetrów ziemi, tuż obok ruchliwej ulicy Żółkiewskiego w Radomiu.

Narodziny

Przyszedł na świat nieświadomy tego co go czeka, nieświadomy - rozmnożony dla zysku. Trafił do domu, maleńki na grubych łapciach. Gdy jego opiekun szedł z nim wszyscy na jego widok piszczeli. Ludzie piszczeli z zachwytu.

Dostał na imię BRUNO. Szybko zrozumiał, że Bruno to on. Jego opiekun był dumny z niego, a on był dumny z opiekuna. Kiedy był maleńkim szkrabkiem, jego opiekun dawał mu to co taki szkrabek potrzebuje - ciepło, miłosć, opiekę. Dorastał w domu, w rodzinie. Był szczęsliwie dorastającym, kochanym psem. W jego domu pojawiło się dziecko. Bruno pokochał ludzkiego szkraba bo pamiętał jak sam był szkrabem i wiedział, że bycie tym mniejszym wcale nie jest takie proste, kiedy się nie rozumie świata, jaki Cię otacza.

Rozstanie

Pewnego dnia w domu Bruna zabrakło matki dziecka, którą kiedyś kochał jego pan, zabrakło też Dziecka. Od tego czasu życie Bruna zamieniło się w piekło. On tego nie rozumiał. Nie rozumiał dlaczego już nie jest kochanym Brunem. Od tego czasu jego pan juz nie wyprowadzał go na spacery. Od tego czasu już mało kiedy rozmawiał z Brunem. "Dlaczego? Dlaczego już mnie nie potrzebujesz ?" - mówiły oczy Bruna.

Pan Bruna mieszkał u swojej matki. Pani Matka nie lubiła Bruna bo śmierdział i brudził kiedy jadł. Po rozstaniu Bruno stracił osoby, którym zależało na losie psa. Po rozstaniu stał się niepotrzeby i stał się problemem. Czasami przez kilka dni nie był na dworze. Czasami Bruna na spacery zabierał sąsiad - "za piwo"...

Niczyj

Mijały dni...miesiace... Bruno czuł się niepotrzebny i zrezygnowany. Żył bo żył. Mieszkał tylko w kuchni na gołej podłodze. Nie pozwalno mu pić wody w domu bo chlapał, bo brudził. Brak właściwej pielęgnacji dał wkrótce o sobie znać w jeszcze bardziej dotkliwy sposób.

Bruna bolała głowa - nie wiedział dlaczego. "Skąd tak boli?" - myślał tylko o bólu. W domu nie mógł sobie pomóc, bo był przywiązany do kaloryfera. Kiedy udało mu się wyjść na spacer to tarł głową o trawę, o chodnik - tarł z bólu do krwi. Jedna Pani sąsiadka zapytała "Czy on nie musi iść do weterynarza, ropa z uszu mu się leje !"...Jego pan nie poszedł, pani matka też nie, a ten co go wyprowadzał nie poszedł... bo za co ? Inna Pani chciała dać krople do uszu - nie wzieli, bo po co. Nie raz Bruno szedł z pustym brzuchem spać. Nie raz patrzył jak jego opiekunowie jedzą obiad, a on ma pustą miskę.

Wybawcą wtedy był ten co go wyprowadzał "za piwo" na spacer. On zbierał suchy chleb i dawał Brunowi. Inna sąsiadka dała mu na spacerze resztkę zupy. Przetrwał... bo miał swojego wybawcę

Wybawca

Tego dnia wyszedł z nim jak zawsze. Uradowany i ufny. Nie raz z nim wychodził - to był w końcu jego wybawca, wybawca z tego piekła jakie miał w domu. Szli na łąki jak zawsze. Czekał grzecznie jak jego tymczasowy opiekun rozmawiał z kolegą. Potem poszli w pola.

Przygotowana mogiła

Czekająca na Bruna mogiła.

Tam w polach był dół, głęboki dół. Łopata i siekiera. Bruno pewnie pomyślał "Bawimy się !?"
Ci dwaj, wybawca Bruna i jego kolega mieli jednak inny plan. Oni nie chcieli się bawić. To miał być ostatni dzień życia Bruna. Jeden trzymał Bruna, a drugi celował siekierą ...

- "no rzucaj" - myślał Bruno...

Padł cios - Bruno zaskowyczał zaskoczony potwornym bólem.

Padł kolejny i kolejny - Bruno wyrwał siekierę z ręki człowieka i uciekł w pola.

Powrót

Był słoneczny czerwcowy dzień. W domu było czuć zapach przygotowywanego obiadu. Nagle oczom zaprzyjaźnionej z psem sąsiadki ukazał się zakrwawiony pies. "TO BRUNO!" - krzyknęła i wybiegła nie zamykając za sobą drzwi. "Mordercy, ludzie ratunku...mordercy" - krzyczała. Nie usłyszała już, że tymczasem właścicielka Bruna wyglądając przez okno krzyknęła, że to pomyłka, że to nie Bruno, że jakiś inny pies...

Wokół bloku, w którym do tej pory mieszkał ranny i zakrwawiony teraz pies zgromadził się spory tłum. Tymczasem Bruno wrócił do swojego mieszkania - tak się to wtedy przynajmniej wszystkim wydawało.

Pani Iza pobiegła z innymi sąsiadami, którzy wybiegli po usłyszeniu krzyków, szukać zakrwawionego Bruna, który ledwo trzymał się na nogach. Inni sąsiedzi wezwali Policję, Straż Miejską, zadzwonili do schroniska. Nie znaleźli psa. Wróciła do swojego domu, a tam w kuchni - oparty o lodówkę spał on - ten, który przeżył swoją zaplanowaną w szczegółach śmierć - BRUNO.

Cela

Bruno trafił do schroniska. Tam zagubiony i zachukany nie wiedział co się dookoła niego dzieje. Tłumy ludzi podchodziły do kraty jaka oddzielała go od rzeczywistości i mówili "to ten". Nie rozumiał nic - "jaki ten?"
Patrzyli się na niego z politowaniem, patrzyli i mieli smutne twarze.
Przeżył swoją śmierć - stał się gwiazdą. Media, prasa - gościli u niego często. Telewizja poświęciła mu swój program.

Bruno w schronisku

Bruno w schronisku po okresie rekonwalescencji.


Wolność

Był gorący dzień. Dzień jak co dzień spędzony gorącej celi. Osadzony za niewinność. Wyszedł ufnie na spacer i juz nie wrócił do swojej celi. Gdy wysiadł z samochodu nie mógł uwierzyc. Cisza..spokój...nikt nie szczeka. Nie ma betonowych cel. Patrzył na niego uśmiechnięty człowiek.
- Dawaj Bruno - chodź ! - zawołał.
Pobiegł bo czuł, że jak pobiegnie jego piekło wreszcie ugaśnie. Rozum mówił "stój, nie biegnij, nie ufaj!"... ale psie serce mówiło "zaufaj, to przecież raj !".
Wygłupy, szaleństwa, aporty, woda, trwa, słońce, cień...jesień...zima...wiosna...



Przeszłość

Przyjechał samochód - wskoczył ufnie. Czegóż się miał go bać. Ostatnim razem jak wskoczył do samochodu to wysiadł w raju. Wysiadł z powrotem w betonowym swiecie gdzie słychać ciagle przeraźliwy szczek psów. Ujadanie i płacz... żal, strach.

Został. Nie wiedział dlaczego. Nie wiedział za co. Znowu patrzył na świat zza krat. Nie było zabawy, nie było wypadów nad wodę, nie było tego uśmiechniętego człowieka, do którego już zdążył się przywiązać.

Szymon

Pojawił się z nikąd. Nie patrząc mu w oczy wszedł do betonowego boksu i powiedział:
- Nie łam się chłopak - przezipiemy !
Przypiął mu linkę do obroży, założył mocno zabudowany kaganiec na pysk i wyszli za kratę. Tam do Bruna dotarło - wrócił do betonowego swiata, do tego samego świata sprzed raju. W tym momencie przeraźił się, że trafi do tego piekła, w którym mieszkał. Mijał dzień za dniem i nic się nie zmieniało. Kartka "nie wchodzić, pies agresywny" ciągle wisiała na siatce. Ludzie juz nie przychodzili do niego i nie mówili "to ten". Przechodzili obojętnie.

Tylko Szymon - on był zawsze. Raz albo dwa razy na dzień. I zawsze to samo. Kaganiec, linka i 10 minut na spacerniaku. Świat Bruna, jaki ułożył sobie w głowie, legł w gruzach.

Raj

Wyszedł jak zawsze z Szymonem. Zadowolony z tej namiastki człowieka, którego mógł mieć te parę minut dla siebie. Wyszedł i znowu ten samochód. Zrezygnowany odjechał, a za nim został ten betonowy swiat tysiaca szczeknięć. Ku jego zdziwieniu wysiadł i... zobaczył znowu tego uśmiechniętego człowieka z raju. Nie wierzył własnym oczom, nie wiedział co ma zrobić.

- Dawaj bandyto, zdejmujemy te hełm z pyska, poczuj wolność chłopie - wróciłeś. Leć...tu masz prezent ode mnie. Zaczynasz nowe życie od nowa, który to raz ty biedaku zaczynasz żyć normalnie ?" - powiedział uśmiechnięty człowiek i rzucił w trawy oponę.

Bruno popatrzył się na uśmiechniętego człowieka i pobiegł za oponą - zrozumiał, że wrócił do raju.

Bruno w hotelu

W schronisku z ulubioną oponą :)


Przeżył by trwać...

Bruno 24 maja 2012 r. na mocy porozumienia z RTOZ wrócił do hotelu gdzie spędził ostatnie pare dobrych miesięcy i był tam szczęśliwym i wyluzowanym psem po tym JAK PRZEŻYŁ WŁASNĄ ŚMIERĆ, która była zaplanowanym aktem przemocy wobez zwierzęcia.
WRÓCIŁ bo mimo, że Bruna poznaliśmy jako psa z historią czujemy sie odpowiedzialni za to co zgotował mu człowiek. Raz to ból związany z próbą zabicia, którego autorem był człowiek, któremu pies ufał, dwa to zawiedziona psia nadzieja i ten zal w oczach.
HISTORIA BRUNA to NAUCZKA DLA WSZYSTKICH! Jak pomagać to odpowiedzialnie, z głową i do happy endu. Dzięki osobom, które niezwiązane z Brunem wyraziły chęć pomocy psu BRUNO trafił do tego samego hotelu, z którego go zabrano! Przejdzie tam szkolenie dla psów sportowych IPO, szkolenie posłuszeństwa i wydana zostanie opinia behawiorysty jako podstawa adopcji.

WTEDY BRUNOWI znajdziemy nowy - odpowiedzialny DOM !

Zostańcie z Brunem - on potrzebuje pomocy ludzi z sercem już nie raz człowiek pokazał się mu z tej złej strony. Nie zawiedźmy GO !

każdy może choć po części być autorem tego dzieła jakim jest OCALENIE PSIEJ NADZIEI W psie BRUNO, zawiedzionym psie przez człowieka - można wpłacać dobrowolne darowizny na subkonto BRUNA. POMOŻECIE ?

Fundacja Ocalmy od Zapomnienia
ul. Jachowskiego 14 lok 14
26-500 Szydłowiec
36 1160 2202 0000 0001 7724 5540
dopisek "darowizna Bruno z Radomia"

 

 


apetete.pl
Naszą witrynę przegląda teraz 35 gości 

zobacz także...